Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? (Rz 8,35)
Cytat z dzisiejszego drugiego czytania od razu poruszył moje serce. Przypomina mi, że żadne przeszkody, żadne cierpienie, żaden człowiek ani żadne doświadczenie życia nie są w stanie odebrać mi miłości Boga ani zniszczyć relacji z Nim.
Przez długi czas doświadczałem cierpienia z powodu mojego taty. Był uzależniony od alkoholu i zmarł ponad sześć miesięcy temu. Nałóg okazał się silniejszy niż relacja z rodziną – z moją mamą, rodzeństwem i ze mną. Oczywiście były też piękne chwile: sobotnia jajecznica, wspólne wyjazdy na działkę, czas spędzony razem. Niestety, znacznie częściej towarzyszyła nam niepewność: jaki dziś wróci? Trzeźwy czy pijany? A jeśli pijany, to czy znów dostanę pasem? Czy będę musiał schować się pod półkotapczanem?
Pamiętam słowa księdza profesora Bogumiła Gacki, kierownika pierwszej na świecie Katedry Personalizmu Chrześcijańskiego. Powiedział kiedyś, że człowiek potrzebuje dobrej figury ojca, bo wtedy łatwiej odkrywa Boga jako kochającego Ojca. Te słowa zostały ze mną na zawsze. Przez wiele lat patrzyłem na Boga przez pryzmat mojego ziemskiego ojca – człowieka dobrego, ale poranionego i zniewolonego przez uzależnienie.
Na szczęście, podobnie jak w dzisiejszej Ewangelii o cudownym rozmnożeniu chleba, Bóg dokonał w moim życiu cudu. Dał mi łaskę przebaczenia mojemu tacie. Uzdrowił moje serce i postawił na mojej drodze ludzi, dzięki którym mogę żyć w wolności i doświadczać Jego ojcowskiej miłości.
Boże, proszę Cię o zdrowe relacje z naszymi ojcami ziemskimi, a jeszcze bardziej o głęboką i silną więź z Tobą – naszym Ojcem w niebie.
W miesiącu sierpniu będę starał się pisać rozważania nawiązujące do sierpnia – miesiąca trzeźwości.
Zadanie na ten tydzień i na cały sierpień:
Podejmę abstynencję w intencji rodzin dotkniętych problemem alkoholizmu. Ofiaruję również każdego dnia przynajmniej jedną dziesiątkę Różańca za osoby uzależnione i ich bliskich.
Mariusz Makuch