Rzymskokatolicka Parafia Najczystszego Serca Maryi Warszawa Grochów Rzymskokatolicka Parafia Najczystszego Serca Maryi Warszawa Grochów
Parafia Plac Szembeka Grochów Parafia Najczystszego Serca Maryi Grochów
Strona główna Warto przeczytać Słowo na niedzielę
Słowo na niedzielę

Słowo na niedzielę - 23 XII 2012

Drukuj PDF

IV niedziela Adwentu

Czytania: Mi 5,1-4a; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; Hbr 10,5-10; Łk 1,38; Łk 1,39-45

«Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana». Maryja usłyszała słowa Bożego zwiastowania przekazanie jej przez Archanioła Gabriela. Obietnica Boga spełniła się, ponieważ Maryja uwierzyła i dała Mu przyzwolenie na działanie w Jej życiu. Częstokroć ukazujemy Maryję jako przykład wiary, posłuszeństwa Bogu, świętości. I słusznie czynimy, bo rzeczywiście jest Ona najdoskonalszą Osobą spośród stworzeń Bożych. Ale dziś pragnąłbym dać za przykład do naśladowania nie Maryję, lecz samego Stwórcę. Powinniśmy naśladować Boga, ponieważ zostaliśmy uczynieni na Jego obraz i podobieństwo. Jawi się jednak pytanie: jak człowiek, który jest istotą cielesno-duchową może naśladować Tego, który jest najczystszym Duchem, Bogiem w Trójcy Jedynym? To nie przekracza tylko możliwości człowieka, lecz nawet wszystkie jego wyobrażenia. Kiedy jednak zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób Bóg wchodzi w historię człowieka, to dostrzegamy pewne charakterystyczne formy postępowania Stworzyciela wobec umiłowanego stworzenia. Bóg obdarza człowieka większym szacunkiem, aniżeli ludzie siebie nawzajem. W czasie zwiastowania Maryja uwierzyła, że obietnica Boga spełni się, i dlatego dostąpiła szczególnego błogosławieństwa. Ale przekazane Jej przez Gabriela słowo Boże nie było tylko proroczą zapowiedzią wydarzenia, które miało się dokonać w nieodległej przyszłości. Było także prośbą Stwórcy zwracającego się do swego stworzenia. Pan wie, jaka będzie odpowiedź wybranej przez Niego Kobiety, ale nie podejmuje działania bez Jej zgody. Nie chce pozbawić Jej wolności. I tutaj zastanówmy się nad własnym postępowaniem wobec bliskich nam osób. Istnieje coś takiego jak domniemana zgoda. Ludzie często korzystają z owej zgody domniemanej, zwłaszcza wówczas gdy mają rozporządzić czymś, co przynależy do ich bliskich lub przyjaciół, gdy muszą zadecydować w ich imieniu. Nie ulega wątpliwości, że zdarzają się w życiu sytuacje, gdzie skorzystanie z domniemanej zgody jest nie tylko dopuszczalne, ale nawet staje się jedyną roztropną formą działania. Czy jednak nie nazbyt często z owej domniemanej zgody zdarza się nam korzystać? Władza Boga nad Maryją tak jak nad każdym innym stworzeniem, jest nieograniczona. Również wiedza, jaką posiada Stwórca o każdym swym stworzeniu - a zatem również o Maryi - jest pełna. Bóg wiedział, jaką otrzyma odpowiedź. Jednak zapytał. My nie mamy władzy nad naszymi bliskimi, a nawet jeśli mamy - nigdy nie jest ona nieograniczona. Nie możemy mieć całkowitej pewności, jaką otrzymamy odpowiedź. Naśladujmy Boga, pytajmy bliskich o ich zdanie, a z domniemanej zgody korzystajmy jedynie w ostateczności.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 16 XII 2012

Drukuj PDF

III niedziela Adwentu

Czytania: So 3,14-18a; Iz 12,2-6; Flp 4,4-7; Iz 61,1; Łk 3,10-18

Ewangelia dzisiejsza ukazuje św. Jana Chrzciciela - surowego proroka. A przecież trzecia niedziela Adwentu nazywana jest niedzielą radości. Liturgia zaznacza ową radość oczekiwania, radość przeżywaną w tradycyjnie postnym czasie - jakim do niedawna był Adwent - poprzez przepisany na ten dzień różowy kolor szat liturgicznych oraz antyfonę wstępną: «Radujcie się zawsze w Panu, raz jeszcze powiadam: radujcie się! Pan jest blisko». Trzeba nam umieć się radować nawet w czasie pokuty, bo pokuta chrześcijan jest radosna - pełna nadziei. Prowadzi przecież do chwały, do zbawienia, do spotkania z Bogiem. Jakże często nasze przeżywanie radości związane jest ze spożywaniem wykwintnych potraw, alkoholu, częstokroć bez umiaru... Czy potrafimy przełamać ten stereotyp i przeżyć pełne radości spotkanie z krewnymi i przyjaciółmi przy skromnym posiłku, zupełnie bez alkoholu, aby cieszyć się głęboką rozmową lub spokojnym tańcem przy cichej, a nie ogłuszającej muzyce? Czy umiemy cieszyć się towarzystwem innych, nie uciekając w zapomnienie poprzez odurzenie i hałas? Czy potrafimy iść pod prąd współczesnej, częstokroć wręcz chorej mentalności i ogłupiającym zwyczajom? Spróbujmy nauczyć się radości poważnej, majestatycznej, bo chociaż jest ona może trudniejsza od powierzchownej wesołkowatości, to jednak pozostawia w nas trwalsze owoce pokoju i szczęścia. A w dniu dzisiejszym, zestawiającym adwentową pokutę i oczekiwanie z wezwaniem do wesela, chciałbym zaproponować jeszcze jedną, z pozoru paradoksalną praktykę. Oto bywają chwile szczególnej radości całego świata - noc sylwestrowa, karnawał. Ludzie pogrążeni w szale nieuporządkowanej radości i częstokroć bardziej podatni na pokusy wpadają w grzechy nieumiarkowania i nieczystości. Tak jak dziś liturgia zachęca nas do wesela w okresie kojarzonym z pokutą, tak też zastanówmy się, czy jako odpowiedzialni za swych bliźnich chrześcijanie nie moglibyśmy podjąć pokuty, modlitwy i umartwienia w tych okresach, kiedy inni wpadają w szał nieuporządkowanej zabawy. Spróbujmy więc przeżyć zbliżającą się noc sylwestrową, modląc się, adorując, poszcząc, umartwiając się i pokutując za grzechy bliźnich, którzy - może nawet bez rozeznania, choć nie bez winy - dopuszczają się ich zamroczeni szałem noworocznych zabaw. Chrześcijanin powinien umieć radować się pokutując i pokutować podczas radości tego świata.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 9 XII 2012

Drukuj PDF

II niedziela Adwentu

Czytania: Ba 5,1-9; Ps 126,1-6; Flp 1,4-6.8-11; Łk 3,4.6; Łk 3,1-6

Czy można ujrzeć «zbawienie»? Co to znaczy «zbawienie»? Co to znaczy «być zbawionym»? To znaczy: być uwolnionym od zła, wyzwolonym od zła. To znaczy równocześnie przede wszystkim: być ogarnionym dobrem, być wypełnionym dobrem. Zbawienie - to znaczy: udział w dobru - udział nieodwracalny w dobru niezniszczalnym i ostatecznym. «Ludzie ujrzą zbawienie Boże». Adwent mówi o zbawieniu, które przychodzi do człowieka od Boga. Od samego Boga. Jaka jest wiarygodność tych słów dzisiaj? Człowiek, tak samo dzisiaj jak wówczas, wie z doświadczenia - ogólnoludzkiego doświadczenie - że jego egzystencja w świecie widzialnym nie daje mu udziału w dobru niezniszczalnym i ostatecznym. A jeśli ta ziemska egzystencja obdarza człowieka różnymi dobrami, jeśli suma tych dóbr istniejących w świecie oraz wytworzona przez rodzaj ludzki, zwiększa się i potęguję - to równocześnie wszystkie one razem nie są zdolne «zbawić» człowieka, czyli wyzwolić go od wszelkiego zła i ugruntować go w pełni dobra. Owszem, dzisiejszy człowiek w kosmicznym wymiarze swej egzystencji może bardziej i boleśniej odczuwać zagrożenie wielorakim złem. Jest to także argument wyłącznie negatywny. Prorok nawet tym argumentem w ogóle się nie posługuję. Mówi wprost «zbawi was Bóg» - «wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże». Bóg powiedział, że chce zbawić człowieka. Mówił to przez Izajasza i wszystkich proroków. Mówił przez Jana Chrzciciela. Przede wszystkim powiedział przez Jezusa Chrystusa. I mocą Chrystusa mówi to stale przez Kościół. Mówi to w sposób szczególny w Adwencie.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 2 XII 2012

Drukuj PDF

I niedziela Adwentu

Czytania: Jr 33,14-16; Ps 25,4-5.8-10.14; 1 Tes 3,12-4,2; Ps 85,8; Łk 21,25-28.34-36

Móc stanąć przed Synem Człowieczym, móc spotkać Go w każdej chwili, w każdym momencie życia - czy tego pragniemy, czy na to jesteśmy przygotowani? Jeśli nawet jestem rzeczywiście przywiązany do religii, do Boga - to wszystko jeszcze zbyt mało. Przypominam sobie zdarzenie z dawnych lat. Byłem wówczas jeszcze nastolatkiem. Jechałem gdzieś tramwajem, byłem w towarzystwie innej osoby, mojego krewnego. Poczułem nieśmiałe dotknięcie do mego ramienia. Odwróciłem się i zobaczyłem jadącą tym samym tramwajem koleżankę. Czy nasze relacje były głębokie? - chyba nie. Ale niewątpliwie były koleżeńskie. Jednakże w danym momencie to nasze spotkanie było dla mnie tak nieoczekiwane, że całkowicie straciłem orientację, jak powinienem się zachować. Nie potrafiłem wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Zapewne byłem speszony obecnością krewnego, ale gdybym spodziewał się spotkania z koleżanką, przygotowałbym się na nie i uniknąłbym krępującego mnie zaszokowania. Gdybym był starszy być może potrafiłbym się lepiej zachować. Gdybym... Owe ciągle powtarzające się «gdybym» w żaden sposób nie usprawiedliwia nieumiejętności odnalezienia się w takim czy innym momencie. A istnieje zagrożenie, że słowem tym będę chciał się tłumaczyć wówczas, gdy w nieprzewidzianej przeze mnie chwili przyjdzie mi stanąć przed Bogiem. Nie będę mógł wówczas powiedzieć «gdybym był dojrzalszy duchowo, gdybym wiedział kiedy to nastąpi, gdybym był sam, a nie w towarzystwie...». Nic bowiem nie usprawiedliwia braku mej gotowości na spotkanie z Panem. Jak zatem ukształtować w sobie zdolność do natychmiastowego spotkania z Bogiem w każdej chwili życia? Trzeba być w stanie Łaski, co możemy osiągnąć przez częste przystępowanie do sakramentów świętych, zwłaszcza do spowiedzi i Komunii świętej; poprzez regularną, codzienną modlitwę, na którą muszę mieć czas zarówno wówczas, kiedy jestem sam, jak i wtedy, kiedy odwiedzają mnie goście. Pragnienia modlitwy nie mogę się wstydzić przed otaczającymi mnie ludźmi. Muszę wychować w sobie samym umiejętność odważnego wspominania Boga w towarzystwie mych bliźnich. Moja religia - wbrew współczesnym twierdzeniom - nie jest wyłącznie moją sprawą osobistą. Jest wezwaniem do świadectwa. Czy nie wstydzę się nosić odznak religijnych w sposób jawny? Jeżeli zawsze jestem gotów mówić o Bogu, jeżeli nie krępuje mnie przyznawanie się do wiary; wreszcie, jeżeli nie wstydzę się modlitwy w obecności innych osób, wówczas zapewne nawet niespodziewane spotkanie z Chrystusem nie będzie dla mnie krępujące. Będzie wprawdzie nieoczekiwane, ale nigdy nie będzie niechciane.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 25 XI 2012

Drukuj PDF

Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata

Czytania: Dn 7,13-14; Ps 93,1.2.5; Ap 1,5-8; Mk 11,10; J 18,33b-37

Kiedy byłem w Ekwadorze, spotkałem się z Polakiem, posiadającym obywatelstwo amerykańskie. Nasze spotkanie odbyło się przed uroczystością Chrystusa Króla. Rozmawialiśmy o sprawach religijnych, w tym również o tajemnicy wspomnianego święta. Ów człowiek mówił, że w Stanach Zjednoczonych kapłani mają problemy z wyjaśnieniem tytułu «Chrystus Król». Społeczeństwo tamtejsze jest tak bardzo przeniknięte ideami demokracji, że - jak twierdził mój rozmówca - swobodnie przyjęłoby uroczystość «Chrystusa Prezydenta», ale nie Króla. Prezydent otrzymuje przecież władzę poprzez wybór narodu, a król - jakim prawem «uzurpuje» sobie władzę, skoro nie został wybrany? Jedynie wybór narodu może dać mandat do kierowania społeczeństwem. Sprzeciw wobec idei Chrystusa-Króla spotkałem również wśród ludzi, którzy mówili: Jezus ubogi, przyjaciel grzeszników, pobłażliwy - tak; ale nie Chrystus-Monarcha! A jednak Monarcha, Władca, Król królów i Pan panujących (1 Tm 6,15). Nie ma tutaj miejsca na demokrację, a władza Chrystusa niczym nie może być ograniczona - «dana jest Mi wszelka władza w niebie i na ziemi» (Mt 28,18b); skoro więc «wszelka władza» - to znaczy - bez ograniczeń. W realiach polskich spotkałem jednak inny sprzeciw wobec królestwa Chrystusowego. Godności Jezusa-Króla nikt nie kwestionował ani też jego władzy nikt nie poddawał w wątpliwość. Jednakże władza Boga - niebieskiego Monarchy - traktowana była bardzo teoretycznie. W praktyce nikt się nią nie przejmował, bo przecież «Niebieski Monarcha panuje w niebie; a tu na ziemi, każdy interpretuje Jego władzę, jak chce». Zarażeni błędnie pojętą ideą demokracji religijni moderniści nie chcą pamiętać o hierarchicznym urzędzie Kościoła. A jeśli nawet wspominają o hierarchii, mówią o niej na sposób demokratyczny. Bo przecież nawet demokratyczne społeczeństwo ma pewną hierarchię - prezydenci, dyrektorzy, prezesi... - wszyscy ci urzędnicy na kierowniczych stanowiskach, choć kierują społecznością, która ich ustanowiła, zależą jednak od narodu i przed wyborcami zdać mają w końcu rachunek. Nawet grupy nieformalne i anarchistyczne tworzą swoistego rodzaju hierarchię i podążają za swoim liderem. Hierarchii Kościoła nie można jednak pojmować w sposób analogiczny do wspomnianych wyżej rozwiązań. Kościół z ustanowienia Bożego jest hierarchiczny, a jego hierarchia ma charakter monarchiczny. Jest przeto papież namiestnikiem Chrystusa-Króla (BF VII, 495) i w Jego imieniu monarchicznie sprawuje swój najwyższy pasterski urząd. Królestwo Jezusowe, choć nie z tego świata, jest jednak królestwem, a nie społeczeństwem republikańskim. Bóg - Król królów i Pan panujących - nie jest też władcą, który «panuje, ale nie rządzi» - jak mówią niekiedy Anglicy o swej królowej. Bóg panuje i rządzi, dysponując władzą nieograniczoną. Namiestnikowi zaś swemu powierzył władzę sprawowania urzędu pasterskiego nad całym Kościołem. Władza ta nie ma równej sobie w tym świecie i żadną ludzką władzą nie może być ograniczona.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.