Rzymskokatolicka Parafia Najczystszego Serca Maryi Warszawa Grochów Rzymskokatolicka Parafia Najczystszego Serca Maryi Warszawa Grochów
Parafia Plac Szembeka Grochów Parafia Najczystszego Serca Maryi Grochów
Strona główna Warto przeczytać
Warto czytać

Słowo na niedzielę - 28 X 2012

Drukuj PDF

XXX niedziela zwykła

Czytania: Jr 31,7-9; Ps 126, 1-6; Hbr 5,1-6; 2 Tm 1,10b; Mk 10,46-52

W postawie ludzi ukazanych w dzisiejszej Ewangelii dostrzegam własne zachowanie. Oto stojący przy Bartymeuszu ludzie nastają na niego, by umilkł i nie przyzywał przechodzącego Jezusa. Gdy jednak Jezus okazuje zainteresowanie ślepcem, natychmiast zmieniają zdanie. Nie tylko prowadzą niewidomego przed oblicze Pana, ale nawet dodają mu otuchy: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». Jak można wyjaśnić tak nagłą przemianę? Warto, by na to pytanie każdy z nas odpowiedział szczerze wobec samego siebie. Bo wydaje się, że wiele osób (również w dzisiejszych czasach) gotowych jest postępować tak, jak owi ludzie z tłumu towarzyszącego Chrystusowi. Sam dostrzegam dwie, jak sądzę, podstawowe przyczyny nastawania na niewidomego, by przestał wołać. Po pierwsze - podążający za Jezusem ludzie dostrzegają w Nim kogoś wielkiego, godnego królewskiej władzy i splendoru, w niewidomym zaś widzą tylko biedaka, który nie zasługuje nawet na to, by spotkać się z tzw. «porządnym» człowiekiem. Da nich Bartymeusz to człowiek z marginesu; właściwie nie powinno go być na tym miejscu, a skoro już się tam znalazł - niech siedzi cicho, bo nie wypada, by stanął przed kimś tak wielkim jak Jezus... Drugą przyczyną była zapewne psychoza tłumu. Ponieważ ogół nie chciał zauważyć ślepego Bartymeusza - żaden konkretny człowiek nie chciał wyłamać się z ogółu. Podobnie może być i ze mną dzisiaj. Nie chcę się wyłamać ze środowiska, w którym przebywam. Krzyk niewidomego, siedzącego u drogi człowieka, zmusza mnie do zwrócenia na niego uwagi. A zatem niech umilknie, niech jego głos nie wywołuje u mnie wyrzutów sumienia... Ale Ten, który był w centrum zainteresowania tłumu - Jezus - dostrzegł wołającego pomocy, przystanął, wezwał go do siebie. W tej sytuacji lud musiał zmienić swe nastawienie do Bartymeusza. Wszakże potrzeba być jak Ten, którego wszyscy w tłumie otaczają szacunkiem, którym wszyscy są zainteresowani. My również niekiedy uzurpujemy sobie prawo do oceny, kto jest godny rozmowy z człowiekiem, który w naszych oczach uchodzi za wielkiego. Być może jest to forma zazdrości o względy owej szczególnej osoby, a może przewrotne osądzanie bliźnich, niewłaściwe pojmowanie ich godności, czy przejaw lęku przed opinią innych... Jakkolwiek będziemy interpretować ten fakt - należy go ocenić negatywnie. Chrześcijanin ma naśladować Chrystusa, a nie tłum, który Go otacza. Aby być wiernym uczniem Jezusa, muszę wyzwolić się ze skłonności do stereotypowych osądów i z podatności na psychozę tłumu. Muszę dbać o dobre ukształtowanie sumienia i iść za jego głosem.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 21 X 2012

Drukuj PDF

XXIX niedziela zwykła

Czytania: Iz 53,10-11; Ps 33,4-5.18-20.22; Hbr 4,14-16; Mk 10,45; Mk 10,35-45

Chrześcijaństwo to religia zaborcza - szokująco brzmią te słowa. Zaborczy charakter chrześcijaństwa ma być jednak rozumiany w pozytywnym znaczeniu. Bóg obiecał, że bramy piekielne nie pokonają założonego przez Niego Kościoła; co oznacza, że nie mógł on utracić powierzonej mu prawdy. A zatem, jak poucza deklaracja Dominus Iesus (nr 16), Kościół Chrystusowy «pomimo podziału chrześcijan, nadal istnieje w pełni jedynie w Kościele katolickim». Jeśli więc wierzymy tak, jak naucza Kościół, to mamy świadomość, iż ten właśnie Kościół katolicki przez Boga został ustanowiony stróżem i przekazicielem prawdy objawionej; a dzięki szczególnej asystencji Ducha Świętego, obiecanego Piotrowi i jego prawowitym następcom, jako najwyższym na ziemi pasterzom wspólnoty wierzących, posłannictwo przekazywania prawdy wypełnia wiernie i z gwarancją bezbłędności. Wiedząc o tym, ofiarowanej nam prawdy nie możemy zazdrośnie strzec dla samych siebie, ale miłując naszych bliźnich, mamy ją przekazywać tak, by stała się udziałem wszystkich. Przyjąwszy prawdę, wszyscy mają stać się naszymi współwyznawcami i w poznanej prawdzie zbliżać się do Boga, aczkolwiek sam fakt intelektualnego poznania prawdy nie wystarcza. I według wymogów tej prawdy powinniśmy kształtować nasze codzienne życie. Pragnienie pociągnięcia wszystkich do prawdy, do Boga - oto istota zaborczego charakteru chrześcijaństwa. Dlaczego też konieczna jest misyjna działalność Kościoła - by głosić Boga tam, gdzie jest nieznany. Nie wszyscy jesteśmy wezwani do tej bezpośredniej pracy misyjnej, ale wszyscy powinniśmy ją wspierać - chociażby modlitwą. Istnieje jednak jeszcze inna forma rozpowszechniania królestwa Bożego na ziemi. Chodzi o posłannictwo władzy politycznej, społecznej, gospodarczej, militarnej... Również tę sferę życia społeczności ludzkiej należy przesycić wartościami chrześcijańskimi, zasadami wiary... To zadanie spoczywa na barkach wiernych świeckich. Mamy tutaj nierzadkie przykłady świętych i błogosławionych monarchów, urzędników państwowych... Potrzeba ich nadal. I oto w dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, jak mają święcie postępować ci, którzy powołani są do tego, by być władcami narodów. To też swego rodzaju misyjna działalność Kościoła, która z woli Bożej, została zlecona głównie świeckim. Jeżeli czujemy wezwanie do posługi rządzenia - nie unikajmy jej, lecz sprawujmy ją święcie.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 14 X 2012

Drukuj PDF

XXVIII niedziela zwykła

Czytania: Mdr 7,7-11; Ps 90,12-17; Hbr 4,12-13; Mt 5,3; Mk 10,17-30

Bogactwo samo z siebie nie jest złe, ale z pewnością uzależnia. I dopiero wtedy staje się istotnym zagrożeniem dla życia duchowego. Trudno jest bowiem wejść do królestwa Bożego tym, którzy w bogactwie pokładają ufność. Nie kieruje jednak Jezus upomnienia przeciwko ludziom, którzy posiadając wiele, potrafią roztropnie rozporządzać swym majątkiem. Nie jest jednak łatwo, będąc osobą bardzo bogatą, zachować wolność od dóbr materialnych. To, co miało służyć, staje się niejako «wartością samą w sobie» i zniewala właściciela, zasłaniając mu ponadmaterialne i ponadczasowe wartości. Błogosławiony jest więc ten, który posiadając wiele, nie staje się niewolnikiem dóbr materialnych, nie upatruje w nich celu życia, lecz narzędzie, pomagające w czynieniu dobra. Z bogactwem związane jest jeszcze jedno zagrożenie, na które również warto zwrócić uwagę. Zagrożenie podstępne, bo z pozoru przyjmuje wygląd braku przywiązania do dóbr materialnych... Oto dany człowiek z łatwością opuszcza dobra, którymi dotychczas zarządzał, i nie przejmuje się przyszłością. Pozornie wzbudziwszy ufność do Boga, ze spokojem czeka na to, co przyniesie mu każdy kolejny dzień. Zachowanie takie może zdradzać nie tyle wolność od przywiązania do bogactwa, co brak zaradności, odpowiedzialności i należytej troski o siebie i bliźnich. Ten bowiem, kto lekceważy ofiarowane mu przez Boga dobra doczesne i nie stara się wykorzystać ich we właściwy sposób, nie jest człowiekiem godnym pochwały. Jest raczej leniwcem, osobą nieodpowiedzialną, pasożytem, wykorzystującym swych bliźnich. Staje się kimś, kto «w małym nie potrafi być wierny» (por. Łk 16,10-12). Tak więc nie odrzucajmy ze wzgardą bogactwa, lecz uczmy się rozporządzać nim w sposób godny uczniów Chrystusowych.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 07 X 2012

Drukuj PDF

XXVII niedziela zwykła

Czytania: Rdz 2,18-24; Ps 128,1-6; Hbr 2,9-11; 1 J 4,12; Mk 10,2-16

Trudno w dzisiejszych czasach mówić o nierozerwalności małżeństwa. Wiele osób słuchając nauki dotyczącej tego problemu, zapewne odrzuci moje uwagi jako przemyślenia kapłana-zakonnika zobowiązanego do życia w celibacie, a zatem osoby, której ten problem nie dotyczy. A jednak i jako kapłan powołany do przekazywania niezafałszowanej nauki Bożej, i jako znajomy czworga porzuconych a wiernych małżonków (są wśród nich bliskie mi osoby) pragnę podjąć ten temat. Małżonkowie powołani są między innymi do troski o wzajemną świętość, doskonałość. Mają wspierać się w drodze do Boga. Grzech niewierności małżeńskiej jest grzechem śmiertelnym, a skierowany nie tylko przeciw Bogu, lecz nade wszystko przeciw osobie kiedyś umiłowanej – zadaje jej niesamowity ból i staje się jej uciemiężeniem. Dlatego niechaj niewierny ma świadomość, jak wielkiej dopuszcza się zbrodni. A osoba porzucona nie może nie pamiętać, że zobowiązanie do troski o świętość współmałżonka pozostaje. Bo przysięga małżeńska zobowiązuje do wierności aż do śmierci współmałżonka. I oto małżonek wierny niewiernemu małżonkowi niesie krzyż ofiary bolesnej i zazwyczaj dożywotniej. Przeżywa kryzysy i cierpienia. Wielka jest ta ofiara, ale przecież wielkiej ofiary potrzeba, by zjednoczyć się w cierpieniu z Jezusem, który swą zbawczą męką odkupił również wielkie grzechy niewierności małżeńskiej i porzucenia niewinnych małżonków. I chociaż często mówi się: «wina jest zawsze po obu stronach», to jednak nie zawsze jest to prawda. Czy ofiara trudnej wierności niewinnego, a porzuconego małżonka może być zbawcza? – W zjednoczeniu z Ofiarą Chrystusa – tak! Lecz czy nie jest to heroizm? Owszem, ale czy poświęcenie nie jest wpisane w powołanie człowieka. Przecież tak postępuje matka, broniąca życia dziecka – jak uczyniła to św. Joanna Beretta Molla. Heroizmem odznacza się policjant, narażający życie w walce z przestępcami, strażak – gdy broni bliźnich przed żywiołem, kapitan, który jako ostatni schodzi z pokładu tonącego okrętu... Podobnie powinni postępować duchowni, troszczący się o powierzonych im wiernych, czy małżonkowie, dla których sprawą wielkiej wagi jest uświęcenie nawet niewiernego współmałżonka...

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 

Słowo na niedzielę - 30 IX 2012

Drukuj PDF

XXVI niedziela zwykła

Czytania: Lb 11,25-29; Ps 19,8.10.12-14; Jk 5,1-6; J 17,17ba; Mk 9,38-43.45.47-48

Każdemu człowiekowi należy się cześć. Każdy otoczony jest nimbem pewnego majestatu, wobec którego należy zachować szacunek, a nawet - ośmielę się powiedzieć - bojaźń właściwie pojętą. Nie chodzi tutaj bowiem o lęk, który napełniałby mnie trwogą i zamykał na drugiego człowieka. Potrzebna jest taka bojaźń, która - kierując się serdeczną miłością - lęka się zranić, sprawić ból, odrzeć ze czci drugiego człowieka. Taka bojaźń jest bojaźnią błogosławioną. Czym było powodowane zachowanie św. Jana Apostoła, kiedy nieznanemu i nie należącemu do grona Dwunastu uczniowi Jezusowemu zabraniał uwalniać opętanych spod władzy demonów i dokonywać innych cudów w imię Jezusa? Niektórzy dostrzegają tu tylko zazdrość, ale jest też możliwe, że apostołowi chodziło o zachowanie należytej czci wobec Mistrza. To Mistrz-Jezus wybrał tych, których uznał za godnych powierzenia im szczególnej misji. Przywilej czynienia znaków w imię Pana związany był ze szczególnym wybraniem, ale też z pewną ofiarą, którą winien ponieść apostoł. A nie była to ofiara mała. Apostołowie opuścili swe domy rodzinne, łodzie i sieci - cały swój majątek. Pozostawili swych bliskich... Ta ich ofiara uświęciła ich i niejako konsekrowała do spełniania posłannictwa samego Chrystusa. Jeśli więc człowiek, który nie został poświęcony przez ofiarę, posługuje się przywilejem apostoła i w imię Jezusa dokonuje egzorcyzmów - czy nie dokonuje tym samym dzieła, poprzez które cześć należna Chrystusowi zostanie umniejszona? Przecież osoba, która poprzez szczególny akt konsekracji nie została oddana Bogu na własność, dotykając rzeczy świętych i wypowiadając święte imiona, naraża je na zbezczeszczenie... Święty Jan Apostoł mógł myśleć w ten właśnie sposób. Nie musiała zatem kierować nim tylko zazdrość. A jednak takie pojmowanie Chrystusowego majestatu okazało się błędem, bo skoro obdarzam szacunkiem jakąś osobę, to wcale nie oznacza, że powinienem otaczać ją pancerzem niedostępności. Mam dbać o szacunek należny umiłowanej osobie, starać się, by nikt jej nie skrzywdził, nie okazał pogardy, nie odarł z należnej jej czci... Ale nie mogę czynić z niej osoby niedostępnej dla innych. Choćby kierowały mną szlachetne intencje, taka forma okazywania czci byłaby błędem. A zasada ta dotyczy zarówno moich relacji z Bogiem, jak również z przyjaciółmi, krewnymi, ze współmałżonkiem... O swą własną cześć również mam zadbać poprzez troskę o oddanie mi tego, co mi należne; lecz nie poprzez niedostępność dla innych.

Rozważania zaczerpnięte z „Agendy Biblijnej 2012” wydawnictwa Verbinum.

 
Więcej artykułów…